|
poniedziałek, 26 października 2009
Ciągle coś mi stawało na przeszkodzie. Albo nie miałam czasu wyjść choćby na chwilę do ogrodu, albo lało i nie dawało sie robić zdjęć, potem padły mi akumulatorki i musiałam kupić baterie, wreszcie się rozchorowałam. Ale dziś świeciło piękne słonko, więc się zdecydowałam. I oto moja poszkodowana forsycja. Przyjdzie mi czekać ze cztery lata, żeby znów wyprowadzić pień. Tak wygląda jabłonka: a tak wierzchołek tui: U sąsiada tuje jeszcze lepsze: Obie przedtem były takie zwyczajne, w formie pionowej kolumny. A tak wyglądają kolumnowe (kiedyś) dęby na jednej z ulic:
wtorek, 20 października 2009
W środę spadł śnieg. Zapowiadany nawet, ale nikt chyba nie przewidział takich skutków. Na drzewach pojawiły się ogromne czapy śniegu, a że jeszcze liście trzymały się dobrze, szkody były ogromne. W całym mieście wzdłuż ulic leżały powalone drzewa, połamane konary, idąc do pracy musiałam się przedzierać przez gałęzie leżące na chodniku. Zniszczony został Ogród Botaniczny U mnie w ogrodzie uszkodzeń też sporo, nie na taka skalę oczywiście. Na razie leży jeszcze trochę śniegu, zdjęcia zrobię i wstawię najwcześniej we czwartek.
czwartek, 08 października 2009
Już najwyższa pora na sadzenie cebulek. Po dwóch tygodniach zimnych i deszczowych dziś wyjrzało słonko, było powyżej 20 stopni. Skorzystałam z okazji, żeby połączyć przyjemne z pożytecznym i posadziłam tulipany. 9 odmian, większość poszła w stare miejsca, za wyjątkiem najwyższych białych i żółtych. Ciągle z nimi gdzieś wędruję, bo mi się nie podoba. Nie mogę ich dać na środku trawnika, na rabacie też nie pasują z brzegu, a wszędzie, gdzie posadzę nieco głębiej z tyłu, przechylają się w stronę światła i w rezultacie prawie leżą. Może tym razem jakoś im miejsce dobrze dopasowałam, zobaczymy na wiosnę. Mam jeszcze jedną ważną rzecz do zrobienia. Muszę jakoś pozamieniać miejscami marcinki. Kupiłam swojego czasu cztery kolory w OBI, były wdzięcznie niziutkie, ale okazało się to oszustwem, bo zostały pewnie sztucznie skarlone, jak to bywa z chryzantemami na 1 listopada, a teraz urosły na ponad metr w górę. I okazuje się, że wzrostem nie pasują w tych miejscach, gdzie teraz rosną. Nie chcę czekać do wiosny, tylko przesadzić je właśnie w czasie kwitnienia, bo widzę kolory i aktualną wysokość roślin. Nie wiem tylko, kiedy znów trafi się taki ciepły dzień, jak wczoraj, bo jutro już ma być dużo zimniej. W najgorszym razie zrobię projekt, narysuję i zapiszę wszystko i poczekam do wiosny. W ogóle już zaczynam czekać na wiosnę :-)
piątek, 18 września 2009
Trawniczek zasiany przez mojego męża już się pięknie zazielenił, w poniedziałek planowane jest pierwsze koszenie. Tak sie prezentuje: Mój "odcinek" po wykopaniu róż też gotowy. Prezentuje się nienajgorzej, a na wiosnę jeszcze coś dosadzę. A to , co jest, też się powinno rozkrzewić i będzie jeszcze ładniej. Oto dwa spojrzenia na skalniak, widać przebierane przeze mnie kamyczki: Wreszcie dojrzałam do tego, żeby zebrać dane i powiesić.
1. Schnickel Fritz 30.06 - 04.08 - 2 pędy po 9 paków 2. Pink Debiutante 30.06 - 23.07 - 1 pęd, 15 pąków 3. Jolene Nicole 01.07 - 01.08 - 2 pedy, 6 i 9 pąków 4. Pixi Parasol 02.07 - 26.07 - 2 pędy, 9-10 pąków 5. Tall Angel 02.07 - 24.07 -8 pedów, 7-12 pąków 6. Royal Braid 03.07 - 18.07 - 1 pęd, 27 pąków 7. Double River Wye 03.07 - 28.08 - 8 pędów (2 późniejsze), 18-20 pąków 8. Snowy Apparition 04.07 - 29.07 - 19 pędów, 7-14 pąków 9. Piano Man 04.07 - 20.07 - 1 pęd, 12 pąków 10. Maleny Mardi Grass 05.07 - 23.07 - 2 pędy po 13 pąków 11. Sungold Candy 05.07 - 02.08 - 1 pęd, 23 pąki 12. Cytrynowy 05.07 - 07.08 - 11 pędów, 8-16 pąków 13. Shimmering Elegance 05.07 - 27.07 - 1 pęd, 11 pąków 14. Elizabeth Salter 06.07 - 14.08 - 1 pęd, 25 pąków 15. Słowik 06.07 - 08.08 - 19 pędów, 7-14 pąków 16. Barbara Mittchell 07.07 - 09. 08 - 1 pęd, 8 pąków 17. Chablis 07.07 - 15.07 - 1 pęd, 4 pąki 18. Kremowy 07.07 - 27.08 - 40 pędów, po ok. 10 pąków 19. Ride the Wind 07.07 - 05.08 - 1 pęd, 14 pąków 20. Double Dream 09.07 - 14.08 - 2 pędy, 13-15 pąków 21. Firecracker 09.07 -10.08 - 1 pęd, 14 pąków 22. Crystal Rose 09.07 - 08.08 - 5 pędów, 10-15 pąków 23. Sinbad Sailor 09.07 - 28.08 - 5 pędów (1 późniejszy), 11-14 pąków 24. Genowefa 11.07 - 10.08 - 8 pędów, 18-25 pąków 25. Night Embers 13.07 - 02.08 - 1 pęd, 30 pąków (połowa uschła) 26. Meriness 22.07 - 22.08 - 2 pędy po 10 pąków
Pozostałe 4 odmiany w tym roku nie zakwitły. Zmorą kilku odmian kwitnących były rozdęte pąki, co oznacza, że jakieś muszki się w nich zalęgły. Na przyszły rok musze spryskać, a wczesną wiosną również przeciwko rdzy, bo też część była zaatakowana i liście wyglądały kiepsko.
czwartek, 03 września 2009
Przekwitły juz wszystkie liliowce. Po niedzieli wkleję kalendarz odmian. W ogóle już tylko rudbekie i dalie dodają ogrodowi kolorów, reszta pomalutku zaczyna żółknąć. Ścięliśmy na krótko róże, ponieważ idą pod łopatę i emigrują do zaprzyjaźnionych ogrodów o charakterze bardziej "rustykalnym", żeby nie powiedzieć "wsiowym". Dzięki temu udało mi się odchwaścić kawałek wokół dwóch największych, gdzie wcześniej kompletnie nie miałam dostępu. Tak było: Wredny szczawik: Tak jest: Róże jeszcze nie wykopane, więc na razie zostaje tak, jak jest, potem jeszcze przesadzę trochę irysy i dołożę kilka nowych roślinek, może jakieś płożące iglaczki albo irgę, żeby spływały z murku i go zasłoniły, bo jest dość paskudny. a dopiero na koniec ponownie rozsypię kamyczki. Trochę się narobiłam, przebierając je z ziemi, jak Kopciuszek, ale mam ich niewiele i nie znalazłam dobrego źródła, żeby dokupić, więc muszę je wygrzebywać co jakiś czas. W przeciwnym razie stopniowo zapadają się w ziemię. Mam kilka miejsc, które będą wymagały dosadzenia nowości i już się nie mogę doczekać nowej wiosny.
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Pisałam kiedyś już o lasku przed garażem. Jest to teren o powierzchni ok. 150 m2 i do tej pory był tam strasznie zachwaszczony trawnik, założony 9 lat temu przez firmę ogrodniczą. Niczego do tej pory (i potem też) nikomu nie zlecaliśmy, ale tu wydawało nam się, że fachowcy zrobią to porzadnie, a inne roślinki posadzimy już sami. Niestety trochę im nie wyszło. Teren nie został dobrze przygotowany, czyli przede wszystkim nie pozbyli sie korzeni perzu i innych chwastów. W rezultacie walczyliśmy z nimi bezskutecznie przez te kilka lat. W dodatku torf rozrzucili bardzo niedbale i nierówno, a sama trawa chyba była kiepskiej jakości. No i mój mąż postanowił zrobić po swojemu. Metr po metrze przekopywał darń, wybierał rękami pojedyncze chwaściki i korzonki, posuwając się w tempie kilku metrów na dzień. Wczoraj wreszcie, po przeszło dwóch miesiacach, szczęśliwie dobrnął do końca. Dziś rozrzucił jeszcze ziemię z worków i odkwaszony torf i zasiał nową trawkę. Dobrze, że do końca wakacji się to udało zrobić, bo chwilami traciłam nadzieję. Ze współczuciem patrzyłam, jak godzinami siedział zgiety i grzebał w ziemi. To było 10 tygodni ciężkiej pracy. Właściwie czas wyrwany z życia, bo po paru godzinach takich galerniczych wysiłków biedak wracał do domu i padał bez sił. Może powinnam go w tych pracach bardziej wspierać, choćby moralnie, ale było mi trudno, bo trochę się buntowałam. Po prostu nie byłam do końca pewna, czy jest to naprawdę jedyny sposób na poprawę stanu tego trawnika. Ale być może, bo o ile chemicznie mozna byłoby walczyć z dwuliściennymi, to perzu by się tak nie zlikwidowało. No, ale w tym momencie jest już gotowe, więc umówmy się, że mąż miał rację i innego wyjścia nie było. A z tym moim wspieraniem moze też tak najgorzej nie było, bo starałam sie go trochę odciążać od innych domowych robótek, a i poduszeczkę mu zorganizowałam do pracy. Klęczał na niej, albo siedział na odwróconym kubełku, które akurat miało dobrą wysokość. A dodatkowy moment grozy nastąpił, kiedy po dwutygodniowej nieobecności wróciliśmy z wakacji i ujrzeliśmy, jak połowę tego, co już zdążył zrobić, znowu zarosły chwasty. Na szczęście ziemia była świeżo przekopana i mokra, więc udalo się to szybko usunąć. Nie widać chyba na tym zdjęciu, jak bardzo nierówny jest kolor, te ciemniejsze plamy to taka paskudna gruba trawa, jasne z kolei to łysawe, z chwastami, ale z bliska wyglądało okropnie: W trakcie prac (z lewej strony na dole - poduszka na wiaderku): Widać, jak z prawej strony zarasta nowymi chwastami: A tak wygląda po zasianiu trawy: I oby przed zimą pięknie sie zazieleniło!
wtorek, 25 sierpnia 2009
... prace ruszyły. Po pierwsze przez dwa tygodnie ciepłej i czesto wilgotnej aury chwaściory rozrosły się makabrycznie. Szczególnie dał mi do wiwatu taki wredny szczawik o czerwonawych pędach i listkach. Płoży się to paskudztwo i rozpełza strasznie dynamicznie, korzeni sie głęboko i odradza niczym hydra. A inne tez radzą sobie jak mogą. Od trzech dni walczę, ale końca nie widać. Po drugie przekwitły prawie wszystkie liliowce, zżółkły im pędy i dolne liście, irysom zresztą też, no i trzeba to było wszystko uporządkować. Po trzecie musiałam parę rzeczy porozsadzać, przesunąć albo co gorsza całkiem wyrzucić (nie na śmietnik, bo tego bym nie zniosła, oddaję koleżance), a to z tego powodu, że przyszła od Xipe paczka z irysami. Nabyłam 6 odmian irysów syberyjskich i wiążę z nimi wielkie nadzieje. Są to: -Welfenprinz -White Swirl -Jamaican Velvet -Dawn Waltz -Borboletta -Carmen Jeanie Posadziłam je już dzisiaj. Można je obejrzeć TUTAJ
niedziela, 23 sierpnia 2009
A oto pozostałe odmiany, które udało mi się sfotografować przed wyjazdem na wakacje. Jeszcze 2 razy, może ładniej, Double River Wye: Double Dream: Sinbad Sailor: Ride the Wind: Genowefa (moja pupilka): Crystal Rose: Meriness: Night Embers:
poniedziałek, 06 lipca 2009
|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Tam pisuję
|